środa, 29 lutego 2012

wspomnieniowy album - prezent ślubny

Prezent ślubny - album ze zdjęciami z okresu narzeczeństwa :)
Album ma wymiary 20x25 ale karty wewnątrz są różnej wielkości, mają różne kształty, są wykonane nie tylko z kartonu ale również ze sztywnej półprzeźroczystej folii. Kart jest siedem, do kompletu jest oczywiście pudełko. Dwie karty tworzą serce, w końcu to album o miłości :)







dzięki za odwiedziny :)
SentiMenti


a w poprzednim poście było:
w klimacie lat 20-tych

wtorek, 28 lutego 2012

lata 20te, kartka i wspomnienia czyli sentymentalnie dziś...

kartka z życzeniami ślubnymi, a ślub będzie w konwencji lat dwudziestych więc i kartka do tamtej epoki nawiązuje, do kompletu jest koperta oczywiście





*********************************************
Skoro dziś w klimacie międzywojnia to powspominam sobie troszkę, zdarzyło mi się dwa razy spróbować wpisać się strojem w tamtą epokę, pierwszy raz to mój ślub czyli rok 1990, sukienkę uszyłam sobie sama no bo przecież nie byłabym sobą gdybym pozwoliła żeby zrobił to ktoś inny ;), uszyłam ją z naturalnego jedwabiu, był to jedyny materiał jaki udało mi się wtedy w sklepach znaleźć, a przypominam, że był to rok 1990... , dół był plisowany i miała dwa rzędy obszywanych tkaniną guziczków, najprostsza na świecie... do tego miałam lekki kapelusz z wstążką, a do kościoła wiozła nas dwukonna bryczka (zdjęcia w bryczce to stopklatki z filmu stąd ta "rewelacyjna" jakość :)


Drugi raz to rok 2006 i bal w Krakowie właśnie w tej konwencji, sukienkę uszyłam w tri miga, do tego opaska z piórkiem we włosy, sznur korali i cygaretka w dłoń (nie palę, cygaretka to tylko rekwizyt ;) zabawa była wyśmienita :)


no chyba starczy na dziś, noc głęboka już, 3cia godzina się zbliża, wypadałoby przespać się kilka godzin...

dobranoc...

dzięki za odwiedziny :)
SentiMenti


a w poprzednim poście było o tym:

środa, 22 lutego 2012

fotel "366" w wersji PATCHWORK :)


Zostałam bohaterką w swoim domu!!! Sama się co prawda mianowałam ale zasłużyłam na ten zaszczytny tytuł bez dwóch zdań!
Pokłute, poobcierane, bolące ręce jeszcze pewnie kilka dni będą mi przypominać o bohaterskim czynie.
W zasadzie to zasłużyłam na popiersie sztuk jeden, najlepiej w koronie ;)

Ok, popiersie jest więc do rzeczy, przez ostatnich kilka dni byłam tapicerem (no bo przecież nie tapicerką)... jakby to było gdyby ktoś chciał mnie pochwalić i powiedział: ale z ciebie dobra tapicerka! co ja mebel jestem czy co, dobry tapicer to brzmi dumnie, a dobra tapicerka - pożal się Boże...

Kupiliśmy dwa fotele z lat 60-tych, znany model "366" projektu Józefa Chierowskiego, klasyk, TU więcej o tych fotelach.

Trzeba było się w końcu nimi zająć. Planowałam zlecić tę robotę tapicerowi ale nie byłabym sobą gdybym pozwoliła żeby ktoś to za mnie zrobił :) Pan domu oddzielił część tapicerowaną od drewnianej, od nowa posklejał drewniane elementy, przeszlifował, a ja pomalowałam.

Żeby fotel był jedyny w swoim rodzaju, a materiał kosztował grosze postanowiłam, że nowa tapicerka to będzie patchwork z resztek tkanin.

I po kolei:

fizelina z klejem z jednej strony (chciałam użyć dwustronnie klejącej ale w sklepach nie było, a nie chciało mi się kupować przez internet), fizelinę (stroną klejącą w górę żeby usztywnić kawałki tkanin) przypięłam szpilkami i docięłam 


wybrałam tkaniny - resztki, które wg mnie pasują do tych retro fotelików i kącika wypoczynkowego w naszej pracowni, przygotowałam kwadraty i rozplanowałam ich ułożenie, które potem trochę pozmieniałam

teraz wszystkie elementy przyprasowałam i przyfastrygowałam do starej tapicerki

i powstawały kolejne rzędy...

 

a teraz to samo z bokami fotela


oczywiście na boczki też poszła fizelina, a dopiero na nią kolorowe skrawki

żeby dobrze wszystko dopasować założyłam na ten etap pracy tapicerkę na korpus i fastrygowałam dalej 


ubranko przygotowane do szycia, że tak powiem właściwego, aha, tył został oryginalny bo nie był bardzo zniszczony

teraz w ruch poszła maszyna, przeszyłam nią wszędzie tam gdzie mogłam, całą resztę przyszywałam ręcznie, na koniec granatowa mulina i wszystkie szwy zaznaczyłam krzyżykami lub prostym ściegiem, dla ozdoby

przygotowałam guziczki bo oryginalnych nie było, miałam guziki ze starej wyrzuconej dawno temu kanapy, wiedziałam, że się kiedyś przydadzą ;)

zamontowanie guzików graniczyło z niemożliwością, ale udało się!
pan domu skręcił całość, muszę jeszcze dać tkaninę na spód, wczoraj już była głęboka noc jak kończyłam i nie mogłam używać zszywacza



do zrobienia jest jeszcze jeden fotel, muszę trochę odpocząć zanim się za niego wezmę, a pewne szacowne gremium orzekło, że drugi powinien być gładki więc tak pewnie zrobię, o ileż mniej pracy będzie :) a może tym razem zrobi to fachowiec, kto wie....

jak widać na zdjęciach leżanka też już gotowa :)
dostała materac ubrany w pokrowiec z tkaniny z odzysku (jej resztki też znalazły się w patchworku)

i drzwi na balkon widać;
dla przypomnienia: jeszcze niedawno wyglądały tak
http://sentymentyiprezenty.blogspot.com/2011/12/co-sie-kryje-w-scianie.html
teraz cały otwór obudowany jest drewnem, zostawiliśmy drewniana framugę po oknie skrzynkowym, które tu kiedyś było, zostały też stare okucia na pamiątkę;

a cały kącik kolorystycznie dopasowałam do tej lampy

Reasumując: i ty możesz zostać bohaterem w swoim domu, ale co się narobisz to tylko ty będziesz wiedzieć!
Tydzień wyjęty z życia.
To co tu dziś pokazałam to robota dla wyjątkowo wytrwałych... i cieszę się, że mam ją już za sobą :)
Ale uważam, że było warto, drugiego takiego fotelika nie ma przecież na całym świecie :)))

dzięki za odwiedziny :)
SentiMenti

a w poprzednim poście było:
album - domek

czwartek, 16 lutego 2012

album - domek, miało być minimalistycznie, w jasnych kolorach (beże, szarości, biel...)
21x21 cm, 5 kart
nasze potrety wirtualnie "wkleiłam" do albumu żeby zobaczyć jak będzie z fotkami wyglądał :)


 


************************************
popołudniowa drzemka w przesłodkim towarzystwie :)


************************************
pytanie mam do Was:
skończyła mi się czarna taśma do wytłaczarki DYMO OMEGA (widoczna w tym albumie), może któraś z Was ma na zbyciu, odkupię baaaardzo chętnie :)




dzięki za odwiedziny :)
SentiMenti


a w poprzednim poście było o:
malowaniu parkietu na biało

środa, 15 lutego 2012

malowanie parkietu na biało - historyjka obrazkowa :)

Ostatni bastion parkietowej masakry padł, podłoga w kolorze musztardy grillowej jest już tylko wspomnieniem i to mnie cieszy niezmiernie :)

Parkiety w tym mieszkaniu mają "swoje lata", niestety wszystkie zostały pomalowane farbami olejnymi, a przez lata warstw tych farb uzbierało się sporo.

Nie miało to jednak dla nas większego znaczenia bo od początku wiedzieliśmy, że chcemy mieć białe podłogi.

Pisałam tu kiedyś o malowaniu parkietu w pokoju dziennym i okazało się, że sporo osób jest takim sposobem na odnowienie parkietu zainteresowanych, dostałam dużo e-maili z pytaniami o szczegóły malowania, dużo miłych słów w tych listach się znalazło więc zastanawiam się czy dobrze robię pisząc tego posta bo już do mnie w tej sprawie nikt nie napisze :( ale skoro zrobiłam zdjęcia to się nimi dzielę :)

W pracowni część podłogi pokryliśmy wykładziną elastyczną imitującą blachę ryflowaną, a parkiet zostawiliśmy w kąciku wypoczynkowym.
Kilka warstw farby spowodowało, że szczeliny między deseczkami były prawie niewidoczne więc zaczęliśmy od ich przywrócenia. Czasochłonne zajęcie ale konieczne żeby było widać ładny jodełkowy układ parkietu.

Następny etap to wypełnianie ewentualnych ubytków szpachlą, potem szlifowanie całości papierem ściernym, odtłuszczenie rozpuszczalnikiem i podłoga jest gotowa do malowania.

Najpierw farba podkładowa czyli grunt.

Następnego dnia malowanie ostateczne. Pierwszy raz pomalowaliśmy parkiet na biało kilkanaście lat temu, potem po paru latach znów i w nowym mieszkaniu zrobiliśmy to samo. Za każdym razem stosowaliśmy inną farbę czyli wypróbowaliśmy trzech producentów i z naszego doświadczenia wynika, że najlepsza jest farba, której używamy teraz (Betolux Tikkurila).

a za moim oknem takie kolorowe maluchy :)

i jeszcze sercowo - powalentynkowo ode mnie :)


edytuję post 18 IV 2013

parę dni temu pomalowaliśmy podłogę w przedpokoju :)
po pomalowanej podłodze chodziliśmy delikatnie następnego dnia, w miejscach szczególnie uczęszczanych rozłożyliśmy tekturę żeby nie zniszczyć świeżo pomalowanego parkietu;
farba wolno nabiera twardości, meble najlepiej wstawić po dwóch tygodniach, zwłaszcza te ciężkie;
farba ciemnieje z czasem, nie jest to bardzo widoczne ale różnicę doskonale widać na łączeniu powierzchni świeżo malowanej z powierzchnią o dwuletnim stażu;


i jeszcze dopisuję (15 VI 2014)

* ważne jest zabezpieczenie nóg mebli filcem
* może się zdarzyć, że gdy upadnie na pomalowaną podłogę ciężki przedmiot to troszkę farby odpryśnie, u mnie kot zrzucił doniczkę i tak właśnie się stało, warto mieć w słoiczku trochę farby na takie ewentualne naprawy
* w miejscach narażonych na ciągłe przesuwanie mebli, np. krzeseł wokół stołu, pojawiają się zmatowienia powierzchni i smugi
* ja swoje malowane podłogi myję mopem, czasem jakimś detergentem typu "na osady, na kamień itp. żeby wybielić)


***********************************
dzięki za odwiedziny :)
SentiMenti

a w poprzednim poście był album na roczek