Pisałam w ostatnim poście o ekwadorskim fotelu, na którego skórzanym siedzisku i oparciu są wytłoczone inkaskie wzory przedstawiające złotą maskę, symbol Boga Słońca - Inti. Kult solarny istniał w każdej dawnej kulturze, naszym słowiańskim Bogiem Słońca (a także nieba i ognia) jest Swaróg, jedno z najważniejszych bóstw w naszym słowiańskim panteonie. Był ważny dla naszych przodków bo jeszcze długo po tym jak chrześcijaństwo wyparło naszą rodzimą wiarę istniał zwyczaj oddawania codziennych pokłonów wschodzącemu i zachodzącemu słońcu, a do XV wieku przysięgano na słońce. Piękna i ciekawa jest nasza rodzima mitologia, a tak zapomniana... Ja ją pokochałam.
Z mojej biblioteczki
O Leszym.
Moją ulubioną postacią z rodzimych wierzeń jest Leszy (Dziad Leśny, Boruta, Laskowiec)- demon lasu, opiekun i pan lasu i zwierząt w nim żyjących. Ludzi traktował tak jak oni traktowali las - jego królestwo, mógł im pomóc wyjść z lasu lecz mógł też ich w lesie zgubić, mógł ich uchronić przed atakiem dzikich zwierząt lub wręcz odwrotnie, jeśli szanowali las on szanował ich :) Przybierał różne postacie (np. zwierząt) ale dość często ukazywał się ludziom jako starzec z brodą. Leszy i ja mamy ze sobą wiele wspólnego - np. nie lubimy drwali i myśliwych.
To teraz o starcu z brodą.
W latach szkolnych, jak pewnie większość moich rówieśników jeździłam na kolonie. W 1982 byłam na koloniach w Szczyrku, poszliśmy na wycieczkę do miejscowego rzeźbiarza, który opowiadał dzieciakom o swojej twórczości i pokazywał jak w jego rękach ożywają kawałki drewna. Można też było kupić coś na pamiątkę i wróciłam z kolonii z tym - starcem z długimi włosami, wąsiskami i brodą :) Pamiątka przeleżała w domu ponad trzydzieści lat i w zeszłym roku pod wpływem zaczytywania się w słowiańskiej mitologii zobaczyłam w tej małej rzeźbie Leszego :)

Teraz o lesie.
Gdy byłam nastolatką, chyba dość nietypowo dla dziewczyn, chciałam zostać leśniczą, a planem B była praca w chorzowskim ZOO. Nie zrealizowałam ani planu A, ani planu B ale w zeszłym roku wygospodarowałam sobie kawałek działki na mój malutki prywatny las ze ścieżkami z kory, miejscem gdzie można siąść pod liściem a odpocząć sobie, z paprociami, trawami, grzybami, poziomkami, roślinami leśnymi i cieniolubnymi ogrodowymi, z miską dla jeży i innych zwierzy, taki kawałek raju :)
Skoro w domu od ponad trzydziestu lat czeka Leszy, a na działce powstał mój mini las, a 1+1=2 to jasne jest, że drewniany starzec ze Szczyrku musi w moim lesie zamieszkać, trzeba mu tylko przygotować bezpieczne schronienie żeby czuł się u nas dobrze i dbał o rośliny i zwierzęta.
Teraz o domu dla Leszego.
Stworzenie chaty dla opiekuna mojego lasu było łatwe i przyjemne. Wystarczył kawałek spróchniałego pnia, narzędzia i jakiś lakier zabezpieczający.

Wpadnijcie na króciutki spacer po moim lasku, jak dobrze się przyjrzycie to zauważycie Leszego w swojej chacie na pniu :)
I kilka innych omszałych, zamieszkanych i niezamieszkanych domków
Ale to jeszcze nie koniec tego posta, musi być klamra ;)
Byliśmy w sobotę w Muzeum Śląskim obejrzeć wystawę "10. Triennale Grafiki Polskiej".
Zachęcam miłośników grafiki, wystawa potrwa do 27 I 2019, a dodatkowo w listopadowe weekendy bilety do muzeum są o połowę tańsze :)
I mój hit: Leszy
Teraz mogę się oddalić, do zobaczenia w następnym wpisie :)
































