...o kotku - też czarnym, i też kiedyś bezdomnym, a jednak nie moim;
Ale po kolei.
Na craft imaginarium w ramach skrapowania codziennością odbywa się
wymiana zapałczanymi pudełkami z niespodzianką w środku, nigdy w takiej wymiance nie brałam udziału, a ponieważ format był niewielki, co przy moim przeprowadzkowo-remontowym zamieszaniu miało duże znaczenie, postanowiłam się do tej zabawy przyłączyć. Moją "wymienniczką" okazała się Mrouh :) Zaczęłam więc od przeczytania od deski do deski jej
bloga żeby Agę troszkę lepiej poznać i znaleźć temat mojej mini-pracy dla niej. Temat pojawił się szybciutko bo okazało się, że mamy coś wspólnego, a mianowicie mieszkamy z czarnymi przygarniętymi kotkami :)
Oto mój malutki prezencik dla
Mrouh
pudełeczko można sobie gdzieś tam powiesić ;)
zewnętrzna część pudełeczka to obrazek wykonany malutkim rub-onsem i tuszami alkoholowymi, dołożyłam jeszcze dżeciki :) a całość w "ramie" - klamerce od paska :)
w pudełeczku wewnętrznym wymieniłam jedną ściankę na przezroczystą żeby do pudełeczka wpadało światło :)
a jako prezent, który znalazł się w pudełeczku powstał album - gigant ;) o Furii - kocie Agi;
aby pozostać w w przezroczystościach wydrukowałam zdjęcia na folii;
zdjęcia Furii podprowadziłam oczywiście z bloga Mrouh :)
dziękuję Furii za inspirację :)))
a u mnie jest już wymiankowy prezent od Mrouh, oto niezmiernie klimatyczny zestaw, w większości w bieli, która ostatnio u mnie króluje i w całym mieszkaniu stoją wiadra i puszki z białą farbą :)
prezent od Mrouh znacznie przekroczył rozmiar zapałczanego pudełka bo oprócz przydasi w pudełeczku dostałam też śliczną kartę i zakładkę, w sam raz na zimowe wieczory z książką w ręku :)
Mrouh, bardzo Ci dziękuję :)
....................
see you later alligator! :)))