piątek, 9 listopada 2012

FIP

brzmi prawie jak VIP ale jest to bardzo niemile widziany gość w domu z kotami...

FIP to skrót oznaczający zakaźne zapalenie otrzewnej kotów;

FIP to wyrok dla kota;

taki wyrok usłyszeliśmy wczoraj dla Mirabelki :((((

nie mogę się z tym pogodzić dlatego piszę tu o tym, wybaczcie...

od dwóch dni wertuję internet, wiem, że choroba ta jest dość trudna w diagnozie ponieważ nie ma jednego badania, jednego wyniku, który mógłby ją w stu procentach potwierdzić;

cały czas szukam punktu zaczepienia żeby móc powiedzieć, że weterynarz się pomylił, nie znam się na tym, cała moja wiedza opiera się na tym co przeczytałam w sieci ale wiem, że zagląda tu wiele osób, a wśród nich miłośnicy kotów, może ktoś z Was orientuje się w temacie i powie mi, że faktycznie wyniki badań, które Mira miała robione nie dają żadnej szansy na to, że jest to inna choroba albo, że może być inna przyczyna stanu, w jakim jest teraz kotka;

może ktoś mi doradzi czy jakieś inne badania powinniśmy zrobić... 

o szczegółach mogę opowiedzieć na email jeśli ktoś miałby chęć mi poradzić;

sentimenti(@)op.pl

a u nas w domu koci szpital...



sorki za smutny post w piątkowy wieczór...

******************************************
Edytuję:

wstawiam przebieg choroby u Mirabelki, może komuś się przyda..


Mira miała około 2,5 roku;
była wysterylizowana;
miała usunięte wszystkie zęby (autoagresywne zapalenie dziąseł);
kilkakrotnie miała problemy z oczkiem, w książeczce wpisywano wrzód rogówki;
była kotką przygarniętą jako kociątko z działek;
dwa miesiące przed wystąpieniem objawów dokociliśmy się, trafiła do nas druga kotka, tym razem ze schroniska;


WTOREK 6 XI 2012
Mirabelka trafiła do weterynarza ponieważ zauważyłam, że od dwóch dni nie ma apetytu, całe dnie śpi i jest cieplejsza niż zwykle, lekarz stwierdził, że to może być jakiś wirus, pytał czy my ostatnio chorowaliśmy? Tak się składa, że faktycznie jesienne choróbsko męża dopadło ostatnio, lekarz doszedł do wniosku, że kotka mogła się od nas zarazić, dostała na miejscu dwa zastrzyki.
Wpis z książeczki zdrowia:

śRODA 7 XI 2012
Nie było żadnej poprawy, Mirabelka robiła się coraz słabsza i nie chciała jeść więc pojechała ponownie do lekarza. Tym razem miała za niską temperaturę. Dostała na miejscu dwa zastrzyki, dostaliśmy też Synergal na dwa dni po dwie tabletki dziennie i jakąś zawiesinę w strzykawce do pyszczka raz dziennie. Po powrocie do domu okazało się, że ma niedowład nóżki, tej w którą dostała zastrzyk, myślałam, że to właśnie może od iniekcji, skontaktowałam się z lekarzem i powiedział, że jeśli nie ustąpi do następnego dnia to mamy przyjść z kotką.

CZWARTEK 8 XI 2012
Kot był cały czas bardzo słabiutki i nie jadł, niedowład nóżki nie ustąpił, Mirabelka pojechała do lekarza, miała robione USG i okazało się, że jest płyn w jamie brzusznej ale jest go mało i dlatego nie można pobrać go do badania bo jest to niebezpieczne dla kota (w płucach płynu nie ma) i jeszcze weterynarz zauważył dziwne poszarpanie na wątrobie, stwierdził, że wg niego wszystko wskazuje na FIP. Pobrał krew i dał nam kroplówkę, którą  w domu podawaliśmy Miruni. Dostaliśmy też krople do oczu Gentamicin wzf 0,3 % ponieważ oczko było nie całkiem zdrowe, niedawno długo leczyliśmy oczko więc może nastąpił nawrót z powodu osłabienia, tak sobie pomyślałam.

PIĄTEK 9 XI 2012
Rano znów podaliśmy kroplówkę. Po południu Mirabelka pojechała do lekarza, tym razem dał jej szybką kroplówkę na miejscu. Miał już wyniki badania krwi i powiedział, że potwierdziły jego podejrzenia czyli FIP. Pobrał jeszcze raz krew na zbadanie morfologii. Lekarz wspomniał coś o podawaniu sterydów.
Mira nic nie chciała jeść, liznęła trochę jogurtu i mięska z warzywami ze słoiczka dla niemowląt, w nocy wymiotowała.
To są wyniki:

SOBOTA 10 XI 2012
Rano kicia skubnęła troszkę mięska ale po chwili zwróciła.
Mirabelka była u weterynarza, dostała szybką kroplówkę, lekarz znał wyniki badania krwi (morfologii), powiedział, że wszystko jest w normie, odstawił antybiotyki i kazał przyjść w poniedziałek na ponowne USG, powiedział, że mimo dobrych wyników morfologii nie zmienia diagnozy.
Kot nic nie chciał jeść ani pić, spał cały dzień.

NIEDZIELA 11 XI 2012
Rano Mira zrobiła obchód po całym mieszkaniu i tarasie, ucięła sobie na tarasie drzemkę, po paru godzinach spania w naszym towarzystwie przeniosła się do swojego pudełeczka w sypialni i tam spała już do nocy. Nie przejawiała żadnego zainteresowania piciem i jedzeniem więc karmiłam ją strzykawką zmiksowanym gotowanym kurczakiem z wywarem i dostawała też wodę strzykawką. Ani razu nie zwróciła więc może to antybiotyki powodowały wymioty…… to tylko taka luźna myśl.
Łapka jest nadal niesprawna ale Mirabelka radzi sobie.
Dostaje krople do oczka, siusia do kuwety i śpi i śpi i śpi.

PONIEDZIAŁEK 12 XI 2012
Po dwóch dniach przerwy w kuwecie pojawiła się zdrowa qpka. Mira jadła mięsko z warzywami ze słoiczka dla niemowląt i dostała wodę strzykawką.
Ponowne USG, przybyło płynu w jamie brzusznej, lekarz pobrał, płyn był żółty i ciągnący, mąż był przy badaniu, nie wspomniano o białych kłaczkach i nie były widoczne. Lekarz potwierdził diagnozę. W płucach prawdopodobnie nie ma płynu ponieważ Mirabelka nie ma najmniejszych problemów z oddychaniem. Poprosiłam o test FIV/FELV i zbadanie stosunku albumin do globulin. Czas na sterydy. U lekarza Mirabelka dostała jakiś zastrzyk i do domu tabletki po dwie rano podczas posiłku.

WTOREK 13 XI 2012
Kicia pospacerowała trochę, nakarmiłam ją i dałam tabletki (sterydy). Po jakimś czasie wymiotowała brązową cieczą.
Przyszły wyniki: test FIV negatywny, test FeLV pozytywny (jest nosicielką wirusa białaczki), alb 2,08 g/Dl, glob 5,42 g/Dl, stosunek wynosi 0,38 (źle). Teraz karmię ją strzykawką preparatem convalescence. Już nie wymiotowała więcej więc może to była reakcja na te tabletki…

ŚRODA 14 XI 2012
Mirabelka nie czuje się lepiej, całymi dniami drzemie, nie chce jeść ani pić. Zwróciła tabletki (sterydy) po pół godziny. Kosnsultacja u drugiego lekarza - nic nie wnisła.
Wieczorem Mira dostała sterydy w zastrzyku. Jeden na 7-8 dni, a drugi Rapidexon na 2-3 dni.

CZWARTEK 15 XI 2012
Dziś rano nie było tabletek i nie ma wymiotów. Mira poszła sama napić się wody z miseczki. Karmię i poję strzykawką (conwalescence). Nie czuje się lepiej po sterydzie, może to jakiś punkt zaczepienia, zazwyczaj u kotków z FIP-em steryd powoduje chwilową poprawę… tak czytałam…
Wieczorem gdy chciałam nakarmić Mirę już na sam widok strzykawki dostała odruchów wymiotnych i wymiotowała żółty płyn. Dałam jej tylko troszkę jedzenia i wodę.

PIĄTEK 16 XI 2012
W nocy Mira zwracała żółty płyn. Kolor siuśków jest taki jak zawsze, a przy FIP często ma odcień „żarówiasty” – taki malutki promyczek J
Mira nie wychodzi ze swojego małego pokoiku, całymi dniami leży tam sobie.
Oddycha normalnie. Temperatura w normie. Poprosiłam lekarza o antybiotyk Unidox. Dostała też tabletki Venter i czopek Torecan przeciw wymiotom.
  
SOBOTA 17 XI 2012, NIEDZIELA 18 XI 2012
Sytuacja bez zmian, Mira spędziła cały weekend drzemiąc na swoim ulubionym kaloryferze, sama się na niego wspina, korzysta z kuwety. Gdy podsuwam jej pod pyszczek smakołyki odwraca główkę więc poję i karmię ją strzykawką.

PONIEDZIAŁEK 19 XI 2012
Mirabelka była u weterynarza, miała mieć pobierany płyn na analizę biochemiczną, na test do Niemiec i dla mnie do zrobienia testu Rivalta w domu. Lekarz zaczął od USG, okazało się, że płyn się cofnął, narządy wewnętrzne wyglądają ok, nawet wątroba, o której wcześniej mówił, że jest "poszarpana", wkłuwał się trzy razy żeby uzbierać porcję płynu do Niemiec, na analizę biochemiczną tu na miejscu i na test Rivalta nie starczyło.
Mnie zaskoczył brak płynu, lekarz twierdzi, że to od sterydów, ja nigdzie o takiej reakcji nie czytałam (co oczywiście nie oznacza, że tak nie jest).
Płyn miał teraz czerwonawy odcień, może podczas wkłuwania dostała się krew?
Białych kłaczków w nim nie ma.
Stan kotki bez zmian, ani gorzej, ani lepiej...
Tylna łapka nadal z niedowładem.
Lekarz podtrzymuje diagnozę : FIP.


WTOREK 20 XI 2012
Rano nakarmiłam Mirę strzykawką, podałam antybiotyk.
W drodze na swój ulubiony kaloryfer Mira zatrzymała się przy miseczce z mlekiem dla kotów i liznęła parę razy, pierwszy raz od dwóch tygodni :). Jak robiła siku w kuwecie, trochę nie trafiła ;) i mogłam ocenić kolor moczu na białej podłodze, był mocno żółty, nie wiem czy to ważne więc wolę napisać.
Potem zjadła kilka kęsków mięska z saszetki Convalescence, nie wyobrażacie sobie jak taki widok potrafi ucieszyć!!! Dwa tygodnie na to czekałam!!!

ŚRODA 21 XI 2012

Bez zmian
Wieczorem skubnęła trochę mięska
Wstrzymałam się z podawaniem sterydów
dostałam informację, że badanie w Niemczech jest w toku


CZWARTEK 22 XI 2012
Wizyta w innej lecznicy: bardzo długie badanie palpacyjne, rentgen, USG;
temperatura w normie;
płynu w jamie brzusznej nie ma (no może jakieś śladowe ilości), lekarz wyczuwa zgrubienie na jelicie, najpierw myślał, że to masa kałowa ale powiedział, że to może być guz (np. chłoniak złośliwy – to mój dopisek), i mógł być przyczyną zbierania się płynu w jamie brzusznej… ale oczywiście też nie wyklucza FIP, czekamy na wynik… przy badaniu tego miejsca Mira miauczała, bolało ją;
lekarz przepisał Mirabelce relanium na apetyt, ćwierć tabletki rano i wieczorem, sterydów mam nie dawać;

Zjadła sama troszkę wołowinki, odrobinkę, a poza tym wiadomo, strzykawka;
Zważyłam ją, waży teraz 2900, przed chorobą 3600;
Prześwietlenie nic nie pokazało;



PIĄTEK 23 XI 2012
krew pobrana, kroplówka podana;
Mira od wczoraj plami, jakby moczem, czyli wycieka jej jasnożółty płyn o konsystencji wody...
zjadła sama trochę paszteciku;
wyniki:

SOBOTA 24 XI 2012

wynik z Niemiec

lekarz twierdzi, że ten wynik oznacza, że Mirabelka choruje na FIP, z mojej lektury sieci i rozmów z różnymi osobami uważam, że nie jest jednoznaczny, znalazłam nawet taką informację w "Przewodniku po badaniach" firmy IDEXX (czyli wykonującej to badanie):
"W rzadkich przypadkach, np. z powodu nowotworów lub procesów zapalnych, może dochodzić do przechodzenia koronawirusów jelitowych do płynu wysiękowego w jamach ciała. Dlatego wynik dodatni badania techniką PCR nie zawsze jest równoznaczny z zakaźnym zapaleniem otrzewnej (FIP).";

a w ogóle lekarz zlecił wykonanie w Niemczech innego badania niż ja zamówiłam, prosiłam o badanie biochemiczne płynu, a wykonano test PCR na obecność koronawirusa w danej próbce... drogie badanie, tydzień czekania, a dostałam co innego niż potrzebowałam... trudno...

kroplówka rano i wieczorem

NIEDZIELA 25 XI 2012
kroplówka rano i wieczorem;
Mirabelka bez zmian

PONIEDZIAŁEK 26 XI 2012
byliśmy u lekarza, kotka miała zrobione ponownie prześwietlenie RTG, lekarze powiedzieli, że zaczyna się pojawiać woda w klatce piersiowej :( ale jego pojawienie się może być spowodowane czymś innym, nie FIP-em;
nie znam się i nie wiem, które plamy na zdjęciu to ten płyn

lekarze mówią o zgrubieniu na jelicie na długości 8-10cm, nie widać tego na zdjęciu ani na USG, tylko podczas badania palpacyjnego jest wyczuwalne;

chyba zdecyduję się na laparotomię czyli zabieg polegający na rozcięciu brzuszka i sprawdzeniu co tam się dzieje, ale to może być nasze pożegnanie...

cały czas temperatura w normie, nie ma wymiotów ani biegunki, Mirabelka załatwia się normalnie, mocz jest intensywnie żółty, po kroplówkach wycieka jej płyn o konsystencji wody, jasnożółty;

cały czas rozmawiam też na najlepszym chyba forum dla właścicieli i miłośników kotów, są tam osoby o podobnych doświadczeniach i sporej wiedzy, wiele mi podpowiadają;
mają też pewne wątpliwości, czy Mirabelka nie jest za słaba na laparotomię, czy jej wyniki na to nie wskazują, czy nie powinna mieć najpierw przetoczonej krwi, czy słusznie od kilku dni dostaje kroplówki dożylne?

WTOREK 27 XI 2012
szukałam weterynarza,który zrobiłby Mirabelce transfuzję krwi przed zabiegiem i trafiłam do jeszcze jednej lecznicy, okazało się, że nie można przetoczyć krwi bo kotka ma jeszcze za wysokie erytrocyty...
ale przy okazji poprosiłam o konsultację, pani doktor powiedziała, że nie ma sensu robić laparotomii, na USG stwierdzono, że wątroba jest już malutka, marska, że już nie przyjmuje leków, że Mirabelka już leków usypiających by mogła nie przeżyć, że to niepotrzebny ból i stres na koniec życia...

i co ja mam robić, czemu lekarze mówią co innego, kto ma rację, czy mam robić tę laparotomię czy dać już Mirce spokój i tylko obserwować jej oddech, i czekać na właściwy moment?

Mirabelka ma żółtaczkę, w otrzewnej i opłucnej są malutkie ilości płynu, może to się wiązać z kroplówkami, okazuje się, że porcje kroplówki były dla niej za duże;

Mirabelka już nie che jeść ze strzykawki... to wszystko jest takie trudne...

ŚRODA 28 XI 2012
udaje mi się jeszcze namówić Mirabelkę na jedzenie ze strzykawki;
zrobiliśmy jeszcze jedno USG żeby upewnić się co do stanu wątroby, wiemy już, że jest kiepska więc na pewno nie zrobimy laparotomii, odstawiłam leki ale kroplówkę podaję;
obserwuję teraz tylko czy nie ma problemów z oddechem, leży sobie maleństwo spokojnie, jak tylko stan się pogorszy, to zareaguję, na pewno nie pozwolę żeby się męczyła...

PIĄTEK 30 XI 2012

Mirabelka jest już szczęśliwa i bryka gdzieś na obłoku...
smutno i pusto mi bez niej...


*****

a tu moja bidulka wtulona we mnie jak zawsze (24 XI 2012), to był najcudowniejszy kociak na świecie...

bardzo tęsknię...




*****

a tu link do posta o kotećkach z działek, wśród tej grupki jest Mirabelka, malutka czarnulka
http://sentymentyiprezenty.blogspot.com/2010/07/jesli-nie-lubicie-kotow-to-ten-post-was.html

i o tym co później się wydarzyło
http://sentymentyiprezenty.blogspot.com/2010/09/mirabelka.html

i o Mirabelce jeszcze tu więcej było
http://sentymentyiprezenty.blogspot.com/2011/09/wakacje-mirabelki.html



85 komentarzy :

  1. Oj smutny rzeczywiście! Nic nie wniosę niestety, ale bardzo mocno trzymam kciuki, żeby na końcu pojawiły się lepsze wieści...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej mam nadzieję że to nie będzie jednak to najgorsze, że to pomyłka... Trzymam mocno kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj.Jeśli mogę zapytać-na jakiej podstawie wet podał taką diagnozę? Zajmuję się kotami wolno żyjącymi i mam kilka domowych - może coś doradzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alicio, napisałam do Ciebie na email

      Usuń
    2. Nie dotarł do mnie e-mail,jeśli możesz to napisz proszę raz jeszcze na a-lab@o2.pl

      Usuń
  4. JOasiu, napisz do Ori, tu:
    http://pelnialatawdomutymianka.blogspot.com/
    może coś Ci doradzi.

    Kciuki za Was trzymam i zdrówka życze Mirabelce, baaaardzo dużo!!!
    Przytulam Was obie
    K.

    OdpowiedzUsuń
  5. Aż mi się czarno przed oczami zrobiło...
    Przechodziliśmy przez to - najstraszniejsze jest to, że tak naprawdę nigdy nie wiadomo, czy to jest FIP, czy nie. I tak naprawdę nie wiadomo, czy obniżać odporność, czy wręcz przeciwnie. Ale cały czas, do końca, jest nadzieja, że to jednak nie to. Słyszałam o przypadku, kiedy domniemany FIP wysiękowy, z pełną gamą objawów i żółtym płynem, okazał się chorobą układu moczowego i kota udało się uratować. Trzymajcie się i szukajcie dobrych wetów, którzy nie potraktują sprawy jako beznadziejnej i będą szukać przyczyny do końca, szczęśliwego lub nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Nordstjerno, pozwoliłam sobie wysłać do Ciebie email...

      Usuń
    2. Wydawało mi się, że wczoraj Ci tutaj odpisałam, ale widocznie musiałam nie opublikować.
      Nic do mnie od Ciebie nie doszło ( masz dobry adres?), ale napisałam do Ciebie maila na adres z Twojego bloga, powinnaś wczoraj dostać.

      Usuń
    3. Ach, mam tylko nie wiedziałam, że to Ty, tak to jest jak się zna nicki, a nie imiona :)
      mam nadzieję, że to te dwa maila, które mam na myśli :)

      Usuń
  6. bardzo często weci diagnozują FIPa, jak nic innego im nie pasuje. W moim obfitym i wiecznym kocińcu (mam koty przez całe życie, teraz 6) RAZ spotkałam się z tą chorobą: rasowa (nie moja) matka osłabiona po porodzie umarła na FIPa, zaraziła swoje kociaki, z których umarły 2 kotki (dwa i trzy tygodnie, karmione sztucznie od urodzenia), a ich dwie siostrzyczki przeżyły!
    Wydaje mi się, że FIP zdarza się rzadko, kotom o obniżonej odporności, wymaga porządnej diagnozy (badania płynu otrzewnowego) i wogle bądźmy dobrej myśli.
    Poszukaj ratunku na forum miau.pl, jest tam bardzo dobry zdalny diagnosta wet pcim.olki, czy jakoś tak. Ściskam i tulam was obie. Czymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Megi, pozwoliłam sobie meila do Ciebie wysłać, pozdrówka

      Usuń
  7. Na kotach kompletnie się nie znam ale życzę, żeby wszystko zakończyło się pomyślnie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. ojejciu.... ja nie pomogę, bo kotka nigdy nie miałam i nic na ten temat nie wiem, ale wiec że jestem sercem z Wami, z kotką.... :*

    OdpowiedzUsuń
  9. dziękuję za wszystkie dobre słowa :)

    OdpowiedzUsuń
  10. ojej :( a ja myślałam, że komuś coś się złego stało ... a tu kotka :((( biedactwo, ale że też ma kroplówkę? pozdrawiam i 3majcie się cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kroplówka, normalna rzecz w leczeniu żywej istoty, nie tylko nas, małp :)

      Usuń
  11. Niestety nie znam sie na kotach. Trzymam kciuki i zycze zdrowka.

    OdpowiedzUsuń
  12. I ja trzymam kciuki za Mirabelkę i przesyłam zdrowotne fluidki :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ojej współczuję gorąco. Kocie choroby są w ogóle trudne do leczenia. Na temat FIP-a nie wiem nic, bo mój kot od czterech lat cukrzyk, drugi też chorował na cukrzycę (dziwne zjawisko dwa niespokrewnione koty, w różnym wieku w tym samym czasie zachorowały na cukrzycę i tu diagnozy vetów też się różnią, jedni twierdzą, że to wina karmy drudzy, że stresu - oba koty dłuższy czas były pod opieką obcych osób).
    Mam tyle szczęścia, że kot jest na prochach i nie muszę aplikować mu insuliny. No i chłopak ma się dobrze. Ale jak długo.....

    Rzeczywiście najlepiej poszukaj informacji na forach. Ludzkie doświadczenie to największa kopalnia wiedzy.

    Ściskam i trzymam kciuki!!!!

    OdpowiedzUsuń
  14. o rany, mam koty od lat trzydziestu i nigdy o tej chorobie nie słyszałam:(
    informacja zaskakująca jak ta o parwowirozie naszego psa jakieś 20 lat temu, nic o niej nie wiedzieliśmy, mimo starań ni udało nam się zwierzaka już uratować:(
    mam nadzieję, że z Twoją śliczną Mirabelką będzie inaczej
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  15. Mira!!! trzymaj się...
    Asiu... będzie dobrze, musi być!
    jaka szkoda, ze nie mogę pomóc:(

    OdpowiedzUsuń
  16. nie pomogę fachowo :( ale jestem z Wami i trzymam mocno kciuki

    OdpowiedzUsuń
  17. Asia... :(
    Wiesz, co u mnie się działo ostatnio w temacie kocim i wiem, co czujesz. I pomimo tego nie wiem, co napisać.
    Proszę, zajrzyj do @ za chwilę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fu, jak pisałam ostatni komentarz u Ciebie na blogu o Twoim kotku nie miałam zielonego pojęcia, że trzy dni później usłyszę wyrok dla Mirabelki, to jest straszne i zaskakujące i teraz naprawdę wiem co czułaś i przez co przechodziłaś...

      Usuń
    2. Ale nie usłyszałaś wyroku! Tak teraz czujesz, te kilka słów i symboli w wynikach badań przesłania wszystko inne, ale to nie musi być to, jak sama piszesz.

      Usuń
    3. Jedną ważną rzecz nam nasza :) Pani Hania powiedziała:
      "Ja tylko tak mogę leczyć zwierzaka, jak jego właściciele pozwolą."
      A że dobrze znam ten obrazek z Twojego zdjęcia, to wiem, że robicie WSZYSTKO.

      Wyniki badań naszego kota Pani Hania wysyłała do koleżanki z drugiego końca Polski. Ta koleżanka odpowiedziała natychmiast. Dobrzy lekarze tak działają i takiego lekarza tu trzeba.

      Usuń
  18. Kochana, łączę się z Tobą w bólu. Ja co prawda nie mam kota, ale moja półroczna psinka od tygodnia ma duże problemy związane z jelitami i żołądkiem :(( Po wszystkich nieprzespanych nocach wyglądam już prawie jak cień człowieka...

    Lekarz, który na początku prowadził małą i wydawał mi się kompetentny niestety przyłożył rękę do tego, że przechodzimy teraz przez to wszystko. Na dodatek jesteśmy aktualnie bez samochodu zdani na łaskę i niełaskę innych. Po kilku dniach bezskutecznego leczenia, kiedy psiak szedł do weta na własnych łapach z merdającym ogonkiem, a wychodził z gabinetu w o wiele gorszym stanie i tak naprawdę nie wiadomo było do końca co się dzieje postanowiliśmy za radą znajomego jechać do chorzowskiej kliniki fabisz&stefanek. Kolega męża, który też przejechał się na olkuskich weterynarzach właśnie tam wyciągnął swojego kota z ciężkiego stanu. Klinika jest określana mianem najlepszej na Śląsku i po dzisiejszej wizycie zaczynam rozumieć dlaczego.

    Lekarka z którą mieliśmy do czynienia okazała się naprawdę bardzo konkretna. Mam wielką nadzieję, że wyciągnie naszą kruszynkę z tego podłego stanu. Nazywa się Aleksandra Szuba, w tej chwili ma nocny dyżur (przed chwilą właśnie z nią rozmawiałam). Jutro jest w godzinach 10.00 - 14.00.

    Podam Ci dane kliniki i telefony - może się przyda. My byliśmy w Chorzowie, ale jest jeszcze oddział w Bytomiu.

    fabisz&stefanek
    Śląskie centrum weterynarii
    ul. St.Batorego 11, 41-506 Chorzów
    tel: 32 247 12 08
    dyżur nocny: 604 133 120

    czynne: pon.- pt.: 8.00 - 20.00
    sob.: 10.00 - 16.00
    niedz.: 10.00 - 14.00

    Trzymam kciuki za obydwa nasze skarby, mam nadzieję że wszystko dobrze się skończy. Trzeba próbować wszystkiego i walczyć do końca.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nasz kotek w lipcu tego roku miał zdiagnozowany FIP-postać wysiękowa poprzez pobranie płynu z otrzewnej. Weterynarz potwierdził w 99% wirusowe zapalenie otrzewnej. Misio bardzo chudł, a apetyt miał ogromny. Lekarz przepisał antybiotyki plus leki przeciwwirusowe. Minęło już cztery miesiące od wizyty u weterynarza a nasza znajdka nie przypomina tamtego chorego, mizernego kota. Wygląda na to, że zwalczył chorobę, co jest możliwe. Przy wirusowym zapaleniu otrzewnej koty nie przyswajają białka, a nasz kot uwielbia pić mleko, może ono też przyczyniło się do zatrzymania choroby. Mieliśmy dużo szczęścia, ponieważ gdy tylko zauważyliśmy u kotka duży i twardy brzuch od razu pojechaliśmy do weterynarza. Stało się tak jak powiedział, początkowe stadium choroby a kat w bardzo dobrej ogólnej kondycji. Mam nadzieję, że Twoja Mirabelka przezwycięży FIP.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo się cieszę, że tak dobrze trzyma się Twój kociak :)
      mam nadzieję, że Mira weźmie z niego przykład :)

      Usuń
    2. Mam ogromną prośbę o podanie nazwy antybiotyku i leków przeciwwirusowych.

      U mojego Oliwiera - wiek ok. 8 lat, też zdiagnozowano FIP wysiękowy.
      Trzy i pół roku temu adoptowaliśmy go ze schroniska. Kocur wielki (waga ok 7 kg(, zdrowy, mocny. Nigdy nie chorował, ruchliwy, mocny kot. A tu nagle - brak apetytu, senny, wręcz otępiały. Nie ma biegunki, nie wymiotuje, nie ma gorączki. Niestety dwa dni temu u weterynarza okazało się, że ma płyn w otrzewnej (USG i biopsja), test na obecność wirusa też wyszedł dodani. Morfologia też słaba. Dalej nie chce jeść, ale pije (całe szczęście też uwielbia mleko), płynu chyba nie przybywa, bo brzuch mu nie puchnie. W badaniach wyszedł mu bardzo niski cukier, to chyba dlatego był taki otępiały. Podaje mu glukozę, trochę ożył. Wychodzi na działkę spaceruje, ma nawet siłę wskakiwać na łóżko, przy podawaniu do pyszczka Gerberka z cielęcinką broni się jak super mocarny kot. Mam nadzieję, że jego organizm to zwalczy, dlatego proszę o te leki. Bo weterynarz powiedział, że nie ma dla niego lekarstwa i mamy mu tylko stworzyć jak najlepsze warunki.

      Usuń
    3. Witam;
      bardzo mi przykro :(
      o tym antybiotyku pisał ktoś anonimowo więc nie mogę pomóc niestety;
      gdy zachorowała moja kotka, a mija właśnie rok, spędziłam pięć tygodni na czytaniu wszystkiego co dotyczy FIP-a, pisałam do weterynarzy w Warszawie, Wrocławiu, Gdańsku;
      tu na miejscu byłam u czterech lekarzy;
      wiem, że jeśli to FIP to kotka nie da się uratować :(((
      ja chciałam żeby lekarze znaleźli jakąś inną przyczynę objawów jakie miała Mirabelka żeby tylko nie okazało się, że to FIP, niestety nie udało się i to potworne choróbsko zabrało moją kochaną kotkę; minął rok, a ja nie potrafię spokojnie o tym pisać...
      mogę jedynie poradzić żeby zrobić wszystkie możliwe badania aby sprawdzić czy może jest to jakaś inna choroba, którą można leczyć, bo FIP-a nie da się zdiagnozować w 100%, można jedynie odrzucać wszystkie inne możliwości poprzez wykonywanie różnych badań;
      może lekarz pochopnie podał taka diagnozę, może to nie FIP?
      i tego właśnie życzę, żeby to nie był FIP, żeby było to coś innego o podobnych objawach, nam się nie udało ale mam nadzieję, że w przypadku Oliwiera będzie inaczej bo na FIP nie ma lekarstwa, a przynajmniej nie było rok temu, może coś się przez ten rok zmieniło...
      będę mocno trzymać kciuki i proszę wygłaskać kotka ode mnie, wiem co Pani teraz przeżywa, bardzo bardzo współczuję, mam nadzieję, że lekarz się pomylił i wszystko dobrze się skończy;
      pozdrawiam ciepło, Joanna

      Usuń
  20. Łączę się w bólu, miejmy nadzieje że kotek wyjdzie z tego, bo przecież to jest najważniejsze :),
    Nominowałem Pani blog do Liebster Award, choć teraz jesteś pewnie zajęta kotkiem, taka nominacja może poprawi humor? :)

    http://kluskiwnosie.blogspot.com/2012/11/liebster-award.html

    Jeszcze raz życzę wytrwałości w nerwach :) Będzie dobrze, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  21. bardzo Wam dziękuję za wszystkie dobre słowa i emaile i pomoc i w ogóle co tu dużo gadać, cudownie jest mieć takich internetowych znajomych jak Wy :)

    Mira wczoraj jeszcze miała kroplówkę, dziś karmię ją strzykawką bo nie okazuje żadnego zainteresowania jedzeniem i piciem, a jutro dalsze badania...

    OdpowiedzUsuń
  22. Niestety kolejne badania potwierdzają diagnozę :(((((((((((

    OdpowiedzUsuń
  23. właśnie zajrzałam, czy są jakieś nowe wieści... cały czas myślę o Was...
    Joasiu... nadzieja umiera ostatnia zawsze... trzeba wierzyć, ze będzie dobrze...
    trzymajcie się!

    OdpowiedzUsuń
  24. Moja nadzieja jest jakaś podła bo już po tych badaniach umarła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi żal... Trzymaj się.

      Usuń
  25. Asiu... najważniejsze, ze robisz co możesz...
    nie siedzisz z założonymi rękami...
    Mira, to czuje... wie, że zrobisz wszystko, żeby jej pomóc..
    ja - mocno trzymam! i wierzę!

    OdpowiedzUsuń
  26. dziś dostałam wyniki kolejnych badań, potwierdziły FIP :(((

    zostało nam pewnie tylko kilka dni razem...

    miętka jestem, wiedziałam to, że jestem miętka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie ma twardych opiekunów zwierząt, i albo się zwierząt nie lubi i ich nie przygarnia, a jak już się ma to kocha na zabój, przykro mi bardzo z powodu wyniku badań, ciepłe myśli Wam przesyłąm <3

      Usuń
  27. :((((((((((((((((((((((((((((((((
    Asiula... placz... rycz... bądź miętka... i bądź przy niej...
    niech wie, ze ją kochasz... niech się nie boi... niech czuje, ze jesteś...
    ja też ryczę...

    OdpowiedzUsuń
  28. Mira jeszcze jest z nami :)
    słabiutka, drzemie całymi dniami ale na pewno jeszcze nie cierpi, nie chce jeść więc karmię ją strzykawką ale ona już na widok strzykawki się wścieka i to jest najgorsze...
    cały czas szukam, czytam, piszę do lekarzy i do innych osób, które z tą chorobą miały do czynienia, prosiłam o rady na forum ale bez większego efektu, byliśmy u drugiego weterynarza i też nic...
    cały czas mam nadzieję, że to nie FIP choć oczywiście szansa jest prawie równa zeru...

    OdpowiedzUsuń
  29. Asiu... trzymajcie się... cały czas myślę o WAS i też mam nadzieję...

    OdpowiedzUsuń
  30. I ja się przyłączam do tych pozytywnych myśli - trzymajcie się obie, będę do Was zaglądać i wirtualnie wspierać :)

    OdpowiedzUsuń
  31. a u Miry bez zmian, jeszcze nie prosi o wysłanie za tęczowy most, dostaje nowe leki, może jeszcze ten weekend spędzi z nami :)

    OdpowiedzUsuń
  32. planujemy następne badanie w poniedziałek, podajemy inne leki...

    OdpowiedzUsuń
  33. kurcze! będzie dobrze... coś tak w kościach czuję.. musi być:)
    Mirabelka... trzymaj się kochana... przegoń za siódme góry i lasy to wstrętne choróbsko!

    OdpowiedzUsuń
  34. Asiu, będzie dobrze. Wszystkie moje dmowe łapki trzymają kciuki za Mirabelkę.

    OdpowiedzUsuń
  35. Zaglądam i trzymam kciuki cały czas.

    OdpowiedzUsuń
  36. Asiu, oglądam właśnie Twoje cudnie kolorowe kąty w Green Canoe, zachwycam się detalami, których jeszcze nie znałam (te pędzle w pracowni są jak dekoracja!) i z całego serca życzę Wam, żeby skład Waszej rodziny się nie zmienił: by pozostały w niej dwie kotki! Oby jutrzejsze badania dały światełko w tunelu!

    OdpowiedzUsuń
  37. dziękuję za dobre słowa :)
    wstawiłam w tym poście dotychczasowy przebieg choroby u Mirabelki;

    OdpowiedzUsuń
  38. Aj, podesłałam to wszystko znajomej kociarce, która już wiele przeszła z różnymi futrzastymi. Dam znać, jak odpowie mi czymś konkretnym. Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  39. też zaglądam... i coraz większa nadzieja we mnie wstępuje... Mirabeluś, trzymaj się, walcz, będzie dobrze!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://kocie-hospicjum.pl/fiv/ Witam serdecznie! wysyłam adres do strony Dziewczyny, ktora prowadzi hospicjum dla kotów, poza wielkim sercem i wrażliwością ma ona dużą wiedzę weterynaryjną i ze wzlędu na swoje zajęcie - spore doświadczenie z chorymi kotami. MOże to coś pomoże. Trzymam kciuki. pozdrawiam.Ania

      Usuń
  40. zaglądam... czytam... i czekam z utęsknieniem na dobre wieści...
    i trzymam kciuki cały czas, z całych sil!

    OdpowiedzUsuń
  41. kurczę, kurczę,... gdzie to oświecenie?! Asiu, gorąco życzę konkretnej diagnozy, która da Mirabelce szansę!

    OdpowiedzUsuń
  42. dziękuję dziewczyny,,,
    chyba przełomu żadnego nie mogę się już spodziewać :(
    ośmiu lekarzy nie ma wątpliwości, że to FIP...

    OdpowiedzUsuń
  43. :((((((((((((((((((((..............

    OdpowiedzUsuń
  44. To ja dopiszę w takim razie dalszy ciąg historii mojego półrocznego szczeniaka. Widzę pewne cechy wspólne, więc może to w czymś pomoże...

    No więc u nas cała historia zaczęła się kulawizny prawej tylnej łapki. Po dwóch dniach leczenia Meloxicamem i Betamoxem w formie zastrzyku pojawiły się wymioty, które trwały prawie 3 tygodnie. Po ich pojawieniu się Tosia dostała Metoclopramid i było jeszcze gorzej ( fusowate wymioty nawet ze świeżą krwią).

    Pokazałaś zdjęcie RTG, widzę że pod nim jedną z możliwych diagnoz jest ciało obce w jelitach. U nas również podejrzewano, że coś tam w niej siedzi. Żeby zbadać to dokładniej potrzeba jednak tzw. badania z kontrastem. Wlewa się do pyska baryt, który osadza się na ciele obcym i dzięki temu możliwe jest zauważenie go na zdjęciu. Nie jest to do końca jednak takie proste, nie wszystkie rzeczy kontrastują :( Na przykład folia, włosy itp. My wykonywaliśmy to badanie dwa razy. Nie było to takie proste bo po pierwsze szczenior nie dał sobie wlewać do pyska tego świństwa, po drugie wierciła się przy zdjęciu ( prawidłowo powinna zostać wykonana seria zdjęć, tak aby było na nich widać jak baryt przemieszcza się w przewodzie). Po pierwszej próbie niewiele było wiadomo bo mała zwymiotowała większość płynu. Za drugim razem, nie udało się wykonać kilku zdjęć, ale okazało się że baryt zbyt długo zalegał w przewodzie co było powodem przypuszczeń, że coś jednak w jelitach siedzi. Tosia była operowana w ubiegły piątek. Okazało się, że w jelitach miała zlepek włosów ludzkich, nitek, ziemi i innych niestrawionych kawałków.

    Wracając do wymiotów, na początku zdarzało się że występowały one po jedzeniu albo napiciu się ( ale bardzo sporadycznie). Zazwyczaj mała wymiotowała w nocy lub nad ranem - żółtym płynem, często z domieszką białej śliny (piany). Po zabiegu jeden dzień mieliśmy spokój, a później znowu pojawiły się wymioty :( Lekarz rozłożył ręce, skierował nas na endoskopię. Ponieważ badanie to wiąże się z kolejną narkozą byliśmy bardzo zaniepokojeni. Mnie od samego początku wydawało się również, że wymioty związane są także z podawanymi lekami ( z czym lekarze nie bardzo chcą się zgodzić). Po operacji miała podawany znowu Metoclopramid i myślę, że to jeden z winowajców. Dostawała również dopyszcznie Bioprazol i Ulgastran. Suma sumarum po powrocie do domu od weta, przemyśleliśmy wszystko raz jeszcze i stwierdziliśmy, że odstawiamy wszystkie leki ( mała dostała jeszcze tylko raz antybiotyk na drugi dzień), i karmimy ją weterynaryjną karmą z puszki dla psiaków po zabiegach. Już na drugi dzień mała przestała wymiotować. W tej chwili jest już w świetnej formie :)

    Po tych naszych przygodach obiecałam sobie, że nigdy przenigdy nie pozwolę psiakowi podać czegoś o czym nic nie wiem. Z pewnością w naszym przypadku przypchanie jelita było głównym z powodów pojawiających się dolegliwości, ja jestem jednak pewna że podawane leki znacząco pogarszały jej stan.

    Jeżeli chodzi o ciała obce - koty wcale nie są ponoć lepsze pod tym względem. Też lubią od czasu do czasu coś sobie capnąć ( np. nitkę z igłą, którą pani weterynarz w ostatnim momencie wyjęła swojemu pupilowi z pyszczka).

    Może to jednak byłby dobry trop?


    OdpowiedzUsuń
  45. tak mi jej żal strasznie... przecież to jeszcze dziecko w sumie...:/...
    powinna skakać, brykać, cieszyć się życiem...
    echhhhh...

    OdpowiedzUsuń
  46. popłakałam sie czytając ostatni wpis... pani Joanno proszę sie trzymać, pozdrawiam z Wrocławia

    OdpowiedzUsuń
  47. Joasiu, współczuję Ci ogromnie straty.
    Ściskam gorąco
    *

    OdpowiedzUsuń
  48. JOASIU TRZYMAJ SIE I NIE SMUC...MIRA DZIS POZNALA TOFCIE I OD DZIS WE DWIE RAZEM BRYKAJA PO NIEBIANSKIEJ LACZCE :)

    OdpowiedzUsuń
  49. dobrze jej tam... na bank......
    ... trzymaj się Asiu...

    OdpowiedzUsuń
  50. Trafilam tu do Ciebie z forum gazety i teraz czesto podczytuje. Od jakiegos czasu sledze wpisy o Mirabelce. Chcialam tylko napisac, zebys sie trzymala cieplo, bo na pewno strate odczuwasz ogromna.

    OdpowiedzUsuń
  51. Ja też śledziłam chorobę Mirabelki,...strasznie współczuję Pani Joasiu.A.M.

    OdpowiedzUsuń
  52. Jaka smutna wiadomość... Trzymaj się. Mira dzięki Tobie miała dobre życie, była kochana i wiedziała to :) Na pewno z Tobą zostanie na zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  53. Współczuję Ci z całego serca...
    A Mirabelka tam już się bawi z naszym Zwyklaczkiem...

    OdpowiedzUsuń
  54. Asia, jakoś nie miałam odwagi zaglądać.
    Mirabelka została przywitana przez Bazylka, on zawsze chętny do przytulania...
    On tam od 20 października wita wszystkich towarzyszy tym swoim pytającym Miau?

    Trzymaj się, choćby serducho wyło :(
    :*

    OdpowiedzUsuń
  55. dziękuję Wam bardzo;

    ogromnie tęsknię za Mirą...

    za dwa trzy tygodnie zrobię Molly test na białaczkę, żeby sprawdzić czy nie zaraziła się od Mirabelki, jeśli wyjdzie ujemny będę mogła przygarnąć jakieś bezdomne futerko...

    OdpowiedzUsuń
  56. Puszek też witał Mirabelkę... nie jest tam sama...
    Walczyłaś do końca i zrobiaś co mogłaś albo nawet i więcej... bardzo mi przykro...
    Doniamika

    OdpowiedzUsuń
  57. Strasznie mi przykro. Wierzyłam, że jednak się jej uda...
    Miała szczęśliwe życie z Wami, odeszła kochana.

    OdpowiedzUsuń