wtorek, 19 lutego 2019

oranżada lub mandarynka 1z3 - Nesso

        Spełniłam w zeszłym roku swoje marzenie o pewnej włoskiej lampie, parę lat temu też jedno o lampie zrealizowałam, wtedy chodziło o Tizio, a teraz o Nesso również z Artemide. Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia i zbierałam inspirujące zdjęcia na tablicy na pintereście jednocześnie czekając na okazję i trzymając rękę na pulsie allegro i olx-a.





Lampę zaprojektował Giancarlo Mattioli (1933-1918) w 1965, podobno projektant zainspirował się pięknym kobiecym brzuchem i pępkiem, kto wie, może tak było :)


Nesso jest wielka, ma 53cm średnicy i występuje w dwóch kolorach: białym i pomarańczowym (ja wymarzyłam sobie ten drugi), czasami widuję Nesso ciemno fioletową ale to rzadkość.


Nesso ma też mniejszą siostrę Nessino (średnica 32cm), tę widziałam też w opcji transparentnej w kilku kolorach.


Lampa produkowana jest do dziś ale moja jest z drugiej ręki, niestety nie vintage tylko z roku 2014 ale cenę miała okazyjną :)



To pierwszy post z serii o mandarynce i oranżadzie, zaglądajcie bo będą następne :)



A w poprzednim poście było o tych dwóch grafikach, które widać nad kanapą, zapraszam :)


czwartek, 14 lutego 2019

głównie o południcy ale trochę też o chrabąszczach

    Dwa posty temu było o leszym - słowiańskim opiekunie lasów, który mieszka w moim prywatnym działkowym lasku i pilnuje ogrodu, to moje ulubione bóstwo. W domu natomiast mam południcę, to akurat demon złośliwy i morderczy, i co ciekawe jeszcze do niedawna żywy w świadomości i tradycji ludowej mimo swego przedchrześcijańskiego pochodzenia. Południca w różnych regionach różnie nazywana (diablica polna, mara polna, żytnia baba...) to opiekunka zbóż i innych roślin uprawnych, która nienawidziła ludzi i im szkodziła, a często również zabijała! 


 
Pojawiała się na polach w południe, często z psami, ucieleśniała duszę młodej kobiety, która zmarła krótko przed ślubem lub tuż po nim. Południce były bezwzględne, mściwe, okrutne, często zadawały zagadki napotkanym ludziom i od odpowiedzi uzależniały los ofiary, puszczały wolno lub zabijały. Ofiarą południc padali śpiący na polu żniwiarze, pozostawione bez opieki dzieci, i kobiety pracujące w południe w polu, kobiet nienawidziły szczególnie. Bardzo ciekawe są te historie, można się zaczytać, przekazy ludowe szczegółowo opisują co te mary robiły napotkanym ludziom ale ja Wam tych szczegółów oszczędzę, w końcu nie wiem czy nie czytacie tego przed snem :))) I moja dobra rada: nie łaźcie po polach latem w godzinach najgorętszych, okołopołudniowych, to jedyny sposób na niespotkanie się z południcą, a przy okazji unikniecie przegrzania, lepiej o tej porze spacerować w cieniu drzew ;)

A to moja południca.


To akwaforta koloryzowana cyfrowo, praca mojego syna sprzed roku albo dwóch.

Jak widziano południce? Mogły to być małe stare baby chowające się w polnych dziurach ale częściej były chude i wysokie - tak jak moja, mogły być piękne ale częściej miały paskudną twarz, a nawet samą czaszkę - tak jak moja, widywano je w białych odzieniach ale również w niebieskich: "Południca w niebieskiej powłoce. Ludzie gadali, że południca schodziła na ziemię z obłoku po migotliwych falach ogrzanego powietrza. Była okryta cienką, niebieską powłoką, podobną do koloru nieba. Pojawiała się zwykle w tym czasie, kiedy kwitły lny, bo ponoć bardzo lubiła ich zapach i kolor." ("Strzygi i topieluchy" J.P.Dekowski) to tak jak moja, i kieckę ma lnianą i przewiewną jak przystało na upały :) Południce nosiły okrycia głowy, chustki lub czapeczki, niekiedy z roślin, włosy miały długie rozwichrzone, konopiaste. Ich niezbędnymi atrybutami były: worek na plecach, w którym chowały porwane dzieci i sierp do krzywdzenia napotkanych nieszczęśników.


Jest taka piosenka, której autorem jest Kazimierz Grześkowiak, "W południe", posłuchajcie, warto.

Tu w wykonaniu autora:


Tu w wykonaniu Kazika:


To tyle o południcy, a co do grafik to w mojej ściennej galerii jest więcej prac syna, największa to chrabąszcze - linoryt.


Wiszą na ścianie już dwa lata, a ja dopiero teraz je tu przedstawiam...


Na razie to jedyne egzemplarze ale gdyby komuś z Was wpadły w oko to wiecie, nie ma problemu, drukarnię mamy niedaleko :)

A w poprzednim poście było o tym jak leżankę przerobiliśmy na kanapę, zapraszam :)



poniedziałek, 11 lutego 2019

nasz "midcentury modern daybed" jak to mawiają na świecie

W 2011 kupiliśmy starą szwedzką leżankę, pamiętacie ją pewnie z różnych zdjęć na blogu:


Ale bardziej podobają mi się takie leżanko-sofy:



Przyjrzałam się więc w internetach ich konstrukcjom:


I stwierdziłam, że możemy z naszej leżanki zrobić taką sofkę :)

Po pierwsze musieliśmy skrócić nóżki żeby wygodnie się siedziało.
Potem dorobiliśmy drugi bok ze sklejki.


Teraz czas na oparcie. Kiedyś, zanim zrobiliśmy sobie szafę mieliśmy garderobę za zasłoną, a półki nad wieszakami przymocowane były do mocnych stalowych wsporników w kształcie litery 'c'. Teraz jeden taki wspornik przecięliśmy na pół i powstały dwa elementy do stworzenia oparcia:

tu widać wsporniki parę lat temu

tu przecięty

a tu już pomalowane i przykręcone do sofy z dodaną deską na oparcie

Konstrukcja gotowa, teraz tapicerka i udana próba wykorzystania czegoś co mamy od lat. A są to poduchy z jakiejś kanapy w czarnej skórzanej tapicerce. Miały już swoje pierwsze życie w nie znanym nam oryginalnym meblu, drugie - wtedy je kupiliśmy (w pierwszej połowie lat 90 tych) - wykorzystane do wykonanych przez jakąś złotą rączkę sofy i foteli, zestaw został wtedy przywieziony z Niemiec i nie znalazł nabywcy w sklepie, który prowadziliśmy więc przygarnęliśmy go do domu.

owe siedziska w 1997 - tak, to ja :)

Potem miały trzecie życie jako bardzo praktyczne siedziska na działce, a teraz mają życie numer cztery i wróciły na sofę choć po wielu latach na działce ich stan nie wskazywałby na to, że jest to możliwe :) A jednak się udało.

tu przyszła ekskluzywna tapicerka z hortensją bukietową w tle :)))

Trzy poduchy to siedziska, po uzupełnieniu guzików i odnowieniu skóry farbą do skór nie wyglądają jak zajechane na śmierć tylko jak wyrafinowany vintage. Tkaniny z tyłu poduch pomalowałam czarną farbą akrylową.


jakie gąbki tapicerskie muszę zamówić?

po jakimś czasie są już na miejscu, jak widać po kwiatkach było to zeszłej wiosny :)))

i przydały się wałki ze starego Beddinge

Na oparcie też miałam trzy poduchy, a pozostałe skórzane obicia wykorzystałam do obszycia tych małych wstawek z gąbki na bokach i wałków. Oparcie, które będzie schowane za poduchami obszyłam czarną skórą eko.


I gotowe, można się wylegiwać :)


I powiem Wam, że jestem bardzo zadowolona :)


Tak to wyglądało jakiś czas temu, meble już trochę poprzestawiałam od tego czasu i przearanżowałam galerię ale o tem potem ;)


P.s. Jak widzicie przybył dywan i dwa mega wygodne fotele z poprzedniej epoki, po które jechaliśmy rok temu specjalnie do Lublina żeby sprawdzić czy są tak wygodne na jakie wyglądają na zdjęciach i dzięki temu pierwszy raz w życiu odwiedziłam Lublin, i w ogóle chyba wcześniej nie wspomniałam, że wielki biały narożnik jest teraz na tarasie bo był za wielki dla dwóch osób i nie mogłam wstawić przez niego biblioteczki :)))

A tu na moim pintereście więcej leżanek.


A w poprzednim poście było o tym skąd wziął się Leszy w moim lesie, zapraszam :)