piątek, 4 lipca 2014

ogrody bez wody???

Ogród bez ptaków? Nie wyobrażam sobie. Więc żeby ptakom było u nas dobrze oprócz budek lęgowych i gęstych krzewów do gniazdowania trzeba zapewnić im wodę do picia, zwłaszcza w upalne dni. Duże ptaki mają u nas mini stawik i chętnie z niego korzystają, widuję tu sójki, sroki, kosy, ale ptasi drobiazg z oczka nie bardzo może korzystać i dlatego zrobiłam najprostrze na świecie poidełko. Wykopane z ziemi resztki starej śliwy, duża podstawka pod doniczkę, kamień i woda, i już (a w tle moja czerwona rabata).


Urodą to poidełko może nie grzeszy ale spełnia swoją funkcję co widać na powyższych fotach, trzeba tylko dbać żeby zawsze była w nim woda dla spragnionych wody lub kąpieli małych ogrodowych lokatorów :)
Może kiedyś zrobię coś mniej prowizorycznego...

Chętnie korzystają z poidełka pleszki, które w tym roku zasiedliły naszą budkę lęgową (rok temu mieszkała tam rodzina sikorek modrych).





a w poprzednim poście było o Barbalali :)

środa, 2 lipca 2014

niespodziewany przemiły gość w rodzinie Barbapapów...

...i w dodatku zostaje na stałe :)


Niedawno uszyłam tę poszewkę ze znalezionej w SH tkaniny, tu było o tym KLIK.
Ostatnio przybyła do rodziny Barbapapów dawno nie widziana Barbalala - miłośniczka muzyki, przybyła od Noa-lii, której bardzo bardzo dziękuję i pozdrawiam serdecznie :)

tu w towarzystwie Baby Siesty i Pana Zadumanego

i pamiątkowa fota


och! te wszędobylskie koty!

trzecie podejście


Natalia, dziękuję jeszcze raz :)
***

ps. wspaniały jamniczek szuka domu (przebywa na Śląsku w domu tymczasowym), zajrzyjcie https://www.facebook.com/events/1424696064481469/




a poprzednio był bardzo ważny post!

środa, 25 czerwca 2014

bardzo ważny post!

Wracam dziś do tematu kastracji zwierząt, które są pod naszą opieką, pisząc naszą mam na myśli nas wszystkich, nawet tych, którzy zwierząt nie mają, ale być może mają sąsiada, ciotkę, dziadka, znajomego, którego mogą przekonać o słuszności idei powszechnej kastracji naszych pupili.
Nie przełączajcie się na inny kanał, poczytajcie jeszcze chwilę, pliiis :)

nasza Kelly, od bezdomności uratowały ją dziewczyny z "częstochowskie koty do adopcji"

Skupię się na kotach bo z kotami mieszkam.
Potocznie zabieg u kotki (suczki) nazywa się sterylizacją ale pamiętajcie, że to też jest kastracja czyli usunięcie całego układu rozrodczego.

nasza Nokia, uratowana od bezdomności przez fundację "for animals"

Ilość maluchów trafiających teraz do schronisk i domów tymczasowych jest olbrzymia, nie wiem jak to możliwe bo przecież już od wielu lat trwają kampanie uświadamiające potrzebę sterylizacji naszych podopiecznych. Rozumiem, że nie wszyscy korzystają z internetu ale chyba prawie wszyscy zerkają czasem w ekran TV albo słuchają radia, a tam również dużo o tym się mówi. Mimo to zwierząt przybywa, schroniska i fundacje błagają o domy, o tej porze roku szczególnie dla kocich maluchów. Nie kumam jak można pozwolić swoim domowym kotom na rozmnażaniem i cieszyć się widokiem małych słodkich kuleczek zdając sobie sprawę z tego, że schroniska muszą usypiać takie same słodkie kuleczki z braku miejsc. Przecież argumentowanie tym, że znajdziemy domy dla naszych kociaków jest obłudą i oszukiwaniem samych siebie bo nasze kociaki odbierają w ten sposób jedyną szansę na życie tym maluchom ze schroniska, przecież ktoś kto weźmie od nas kotećka czyli ma potrzebę dania domu zwierzakowi na pewno przygarnąłby schroniskowego malucha, a przez nas tego nie zrobi :(
Mało tego, nie wiemy czy kotek zostanie wykastrowany, być może nie, skoro my tego nie robimy nie mamy prawa zakładać, że zrobi to nowy opiekun naszego malucha czyli rozmnażanie, a właściwie namnażanie będzie trwało w najlepsze. Tym samym zabieramy dom nie kilku lecz kilkudziesięciu bezdomnym zwierzętom :(

nasza Molly uratowana od bezdomności przez "schronisko w Sosnowcu"

W sieci jest mnóstwo diagramów na ten temat, mają na celu przyciągnąć oko, wzbudzić zainteresowanie i pobudzić wyobraźnię tych osób, które nigdy głębiej się nad tym nie zastanowiły, sama to kiedyś rozrysowałam bo nie pierwszy raz o tym piszę.

przykładowe rysunki z sieci








i tak dalej
i tak dalej
i tak dalej


Jeśli te argumenty nie są wystarczająco przekonujące to jest następny, niepodważalny: zdrowie naszego pupila!

"- zabieg sterylizacji zapobiega w 100% zachorowaniu na poważną (często śmiertelną) chorobę ropomacicza

- zabieg sterylizacji zapobiega w 100% zachorowaniu na raka jajników i macicy
- zabieg sterylizacji znacząco zmniejsza ryzyko zachorowania na raka sutka (częstą i bardzo poważną chorobę, powodującą przerzuty na inne organy i śmierć zwierzęcia). Sterylizacja suki / kotki przed jej pierwszą cieczką/rują zmniejsza ryzyko wystąpienia nowotworu sutka 200 razy w porównaniu do niesterylizowanych samic. Sterylizacja wykonana pomiędzy pierwszą a drugą cieczką/rują zmniejsza to ryzyko 13 razy
- zabieg sterylizacji zapobiega w 97 % ciąży urojonej
- istnieje również kilka innych chorób związanych z hormonami płciowymi, którym zapobiega kastracja/sterylizacja (np. alergie skórne, łysienie hormonalne)
- udowodniono, że wysterylizowane zwierzęta żyją dłużej (nawet o 2 lata!) i w lepszym zdrowiu."





***

Przekonałam kogoś dotąd nieprzekonanego? Byłoby cudownie :)



To co, działajmy, przekonajcie opiekuna choć jednego kota do jego kastracji czy potocznie sterylizacji, a uratujecie życie kilkudziesięciu stworzeń.


I pamiętajcie, ja piszę o kotach ale to samo dotyczy psów.



Udomowiliśmy koty 9500 lat temu, nie prosiły się o to, a skoro już tak się stało i ingerujemy w ich życie to róbmy to z głową i nie pozwalajmy im cierpieć.



ps. dzięki Fu :) masz rację, bo w słowach brzmi to groźnie, więc załączam zdjęcie naszej Mirabelki po zabiegu, małe cięcie i po strachu :)




a w poprzednim poście było o ogrodowym źródełku bijącym ze starego pnia